środa, 2 kwietnia 2014

Kenia-prawdziwe ZOO, prawdziwa Afryka


Kenia- prawdziwe zoo




Podróż:

Długo szukaliśmy kierunku na kolejny marcowy wyjazd. Bilety wszędzie drożały. Już prawie stanęło na Wenezueli ,ale trafiła się Kenia. Afryka,cudownie.

Lecimy Warszawa-Hurghada(stopover)-Mombasa

Standardowo jedziemy do Warszawy Pkp. Jakaś pani zaczepia nas w przedziale,dyskutujemy o podróży. Chciała zachować ulotkę z naszego malaronu i życzyła udanej podróży.



Czarter Tui ,już nie pamiętam jaki, czy Enter Air czy Travel Service- czeskie linie. Jednym słowem porażka. 10h lotu w tym postój godzinny na lotnisku w Hurghadzie (Egipt)-tankowanie. Nie można było wyjść z samolotu,załoga otworzyła drzwi,a gorące powietrze wlewało się do środka.  Z tego co pamiętam to dostaliśmy tylko jeden posiłek...


Przygotowania:



Jak Kenia to przedewszystkim safari J Gęba się cieszy, mnóstwo pomysłów. Co wybrać, lot balonem, który park zwiedzić i jaką agencję turystyczną wybrać na miejscu.



Na internecie szukam Malarone i kupujeme 4 opakowania dla nas dwojga. Ja się zaszczępiłem na dur i żółtą febrę. Żona niestety była przed wyjazdem chora i nie zdążyłaby się zaszczepić. Dostałem żółtą książeczkę szczepień,a po szczepieniu nic mi nie było,żadnych złych objawów. Lekarka spytała gdzie jadę ,straszyła Malarią  i dała ulotki.

Kremy z filtrem 50 kupione, deet90% na komary, bagaże zapakowane na full niepotrzebnymi już dla nas ubraniami, które będziemy chcieli rozdać na miejscu potrzebującym ludziom.
Pierwszy raz na wyprawę bierzemy dwa obiektywy: 18-50 i 55-200(przyda się na pewno na safari)

1 dzień Mombasa-Ukunda Diani Beach

Wymęczeni podróżą wreszcie lądujemy w Mombasie. Jest gorąco,na lotnisku pustki. Lotnisko nie ma żadnych szyb,wszystko na otwartym powietrzu. Przydają się spodnie z odpinanymi nogawkami.Pojawiają się pierwsze komary i już trzeba się smarować tłustym deetem.
Sprawa z wizami zajmuje ponad godzinę. Samolot leciał tylko z Polakami. Musimy jeszcze przejechać Mombasę,włącznie z promem,na który jest zawsze mega kolejka i pełno ludzi. Po około 1,5h drogi docieramy do hotelu przy Diani Beach w Ukundzie i dostajemy późną,odgrzewaną kolację.

Ludzie wychodzą z promu w Mombasie


Jest prawie północ, pozostaje wziąć prysznic i iść spać. Dostaliśmy pokój na parterze.
Zasłaniam zasłony w pokoju i nagle skacze na mnie 40cm czarny jaszczur!!! Odskoczyłem,jak rykłem,a on na ziemi i patrzy na mnie. Żona w łazience(lepiej że tego nie widziała) odrazu wyskoczyła,a jaszczur nagle znikł. I gdzie teraz jest? Jak tu się położyć spać?
Uciekł pod drzwiami balkonowymi przez 3cm szparę!
Odrazu recepcja, security z latarką,ale teraz już nic nie ma. Prośba o zmianę pokoju na wyższe piętro dzisiaj jest już niemożliwa. Jak tu spać? Nawet klimatyzacja nic nie dawała.Leżałem sztywno pod moskitierą cały zlany potem ,aż wkońcu zasnąłem.

Hotelowy ogród


Pokoje i łazienka w hotelu nie są w standardzie 3* europejskich ,ale ogród i plaża wynagradzają. Poza tym pojedziemy przecież na safari.
Normalką są małpy schodzące się po 16  do hotelu w trakcie obiadu czy jaszczurki. Raz nawet nadepnąłbym węża!
W hotelowym barze jest dziwny zwyczaj podpisywania rachunku za każdym razem gdy bierzemy napoje. Podejrzewam, że prawdopodobnie niemiecki właściciel hotelu chce zachować kontrolę nad pracownikami. Hotelowy ogród mieści się nieco wyżej od poziomu plaży i jest jakby odgrodzony murem przy którym chodzą strażnicy z patykami. Tak z patykami, jakby mieli odganiać bydło, czyli sprzedawców koszy,czapek,wycieczek itp , którzy naprawdę nie byli nachalni. Wystarczyło powiedzieć raz-no thanks, co nie zmienia faktu, że jak się schodziło tylko po schodach na plażę to skromnie atakowali J



Na przy hotelowej plaży od rana pojawiają się sprzedawcy, Masaje i człowiek z wielbłądem do przejażdżek. My chcemy zobaczyć prawdziwą Kenię, prawdziwą Afrykę!

Komuś kapelusz?


Nieopodal hotelu jest parę sklepików i knajpek.Nawet supermarket w którym pachnie chlorem 10x mocniej niż na jakimkolwiek basenie. Mają w nim niektóre ciekawe zagraniczne produkty ,których nie mamy nawet w Polsce. Pozatym bieda i pustki. Ludzie kupują przy kasie głównie słodycze,kredki i przybory szkolne dla dzieci z wiosek.

Okolica


Niektórzy przylecieli tylko na tydzień i na gwałt szukają safari. Ja znalazłem jeszcze w Polsce kontakt do Julius Safari. Skontaktowaliśmy się bez problemu i przysłał po nas kierowcę. Biuro to w Ukundzie (jeśli tak można je nazwać ) mieście się 10min jazdy od hotelu.Drugie mają w Mombasie.

Przywitanie na najwyższym poziomie, napoje-mimo,że biuro jest w metalowej budzie pomalowanej na czerwonoJ

Przeglądamy prospekty i hotele. Julius bo tak nazywa się właściciel,rodowity Kenijczyk 160cm wzrostu z dużą głową doradza co i jak i kiedy padał deszcz w którym rejonie. Wybieramy opcję 2 parków na 3 dni-Tsavo East i West w busie 8os tylko dla nas. Już nie pamiętam czy dawaliśmy zaliczkę czy nie ale ogólnie nie było żadnych problemów. Staraliśmy się namówić kogoś w hotelu żeby dołączyć i wtedy byłoby taniej 150$.
Wkońcu pojechało z nami starsze małżeństwo, które było wcześniej w Masai Marze na 2 dni samolotem. Nie byli zdecydowani, ale po safari zadowoleni bardzo. Ale o tym później.


Pierwszy tydzień-sierociniec,szkoła

Przez pierwsze 4-5 dni poznajemy okolicę i czekamy aż znudzi się bycie w hotelu by wreszcie „zapolować“ aparatem na zwierzęta J

Odwiedzamy sierociniec w Ukundzie. Było to pierwsze poważne zderzenie z afrykańską rzeczywistością poza tym co widzieliśmy na ulicach.
Dzieci bardzo wesołe,w różnym wieku. Niektóre już w starszym wieku, około 8-10lat i znały angielski lepiej niż nasi licealiści czy gimnazjaliści. Warunki trudne.Standardowo blaszany barak jako klasa do nauki,a domki gliniane. Klasa do nauczania w środku bardzo kolorowa i pełno obrazków po angielsku. Drewniane ławki,a niektóre dzieci były bez butów. Zaśpiewały piosenkę i czule się z nami żegnały. Uśmiechy tych dzieci potrafią powstrzymać łzy w oczach po zastanowieniu się co tak naprawdę mamy tutaj w Europie. Dzisiaj ,dwa zdjęcia-obrazki z nimi wiszą nad moim monitorem na ścianie i uśmiechają się gdy spoglądam.

identyczny nad monitorem

 Sierociniec,klasa


W inny dzień poszliśmy do szkoły. Na piechotę około 20min przechodząc wioskami i obok trawiastego lotniska. Po drodze przyplątują się faceci w wieku ok 20 lat i zagadują, że oprowadzą jak przewodnik itd. Większość jest bez butów,w potarganych starych ubraniach. Cała trasa zajmuje około 2,5-3 godzin.Jedynie gdy wchodzimy do szkoły oni nie mogą wejść z nami-całe szczęście. Oczywiście pod koniec proszą o pieniądze za przewodnictwo lub pytają o ubrania. Wręcz w ten sposób,że ściągnęliby buty z naszych nóg.

W szkole uczy sie około 1200dzieci w różnym wieku. Od najmłodszych 5-6 lat do 14-15 lat. Spacerujemy po terenie całej szkoły.Odwiedzamy najmłodszych,którzy mają najgorsze,najmniejsze klasy bo na zewnątrz w kształcie kwadratu gdzie ściany są zbite z płyt i są bez dachu. Pozostałe klasy dla starszych dzieci to murowane „baraki“ z blachą na dachu.

Szkoła

Najmłodsi

Nie obyło się bez spotkania z dyrektorem i wyciągnięcia datków od ludzi wraz z wpisaniem do księgi.
Czytałem o takich sytuacjach przed wyjazdem i ludzie różnie do tego podchodzą. Z jednej strony widzi się straszną biedę,naprawdę przerażającą i robi się żal,a z drugiej nigdy się nie dowiemy na co nasze datki pójdą i co z tym dyrektor zrobi. Jednak nie dziwmy się skoro sam nie ma za wiele gdy patrzyłem na niego czy na nauczycieli.


Tutaj uczę dzieci jak wychodzi kominiarz po drabinie :)

Dlatego drugi raz, pod koniec wyjazdu poszedłem do szkoły i wybrałem tych starszych uczniów, mniej więcej mojego wzrostu i rozdałem ubrania,łącznie z butami. Ludzie w hotelu też słyszeli o datkach bo mieszkańcy na każdym kroku proszą o coś ale np. przy hotelu czy pracownicy hotelu tak samo mogą poprostu przehandlować towar i nie oszukujmy się, takie jest życie.

W Ukundzie mogliśmy dostrzec prawdziwe życie w Kenii,w małym miasteczku. Wszędzie przy drogach( jeśli tak  możemy je nazwać )skupiają się ludzie. A to różne sklepiko-baraki pomalowane farbami w logo coca-coli czy operatora komórkowego. Nikt nie zwraca uwagi na walające się śmieci,plastiki czy gdzieniegdzie ogniska ze śmieci czy opon.
Ukunda

Ciekawym zjawiskiem jest zatrzymanie się busa na postój i wyścig młodych chłopaków,którzy starają się sprzedać wodę. Oczywiście w plastikowych butelkach po napoju, który wcześniej w niej był.
Prost mówiąc przelana woda do butelki nawet ze śmieci i sprint pod busa.Kto pierwszy ten może coś sprzeda spragnionym pasażerom.

Kto pierwszy...


Ostatnią okoliczną wycieczką w Ukundzie była wyprawa do normalnej wioski żeby zobaczyć życie codzienne i jak mieszkają Kenijczycy poza miastem.
Nie da się tego opisać jak ludzie mieszkają ,w jakich ubraniach chodzą i w jakich warunkach żyją.Trzeba to zobaczyć. Musieli wiedzieć, że przyjdziemy bo zawsze chodził z nami chłopak z hotelu. Przygotowali pokaz tańca,a później szybko rozłożyli na ziemi produkty na sprzedaż. Zrobiła się niezręczna sytuacja, ale docenić trzeba ,że większość to rękodzieło i na pewno za pieniądze ze sprzedaży kupią coś do jedzenia.


 W wiosce
W środku domu


c.d.n.

TUTAJ więcej zdjęć


1 komentarz:

  1. Może komuś przyda się trochę informacji, zdjęć i filmów z Kenii, a przy okazji może zechce nas wspomóc:
    https://www.facebook.com/KenyaAsanteSanaPolska/
    pozdrawiamy
    Magda i Robert

    OdpowiedzUsuń