BIESZCZADY
DZIEŃ PIERWSZY:
Odbieramy auto z parkingu na przejściu granicznym w
Medyce i wracamy przez Bieszczady
z 1 noclegiem. A co, nigdy nie byliśmy,
byłoby szkoda. Tyle osob zachwala tutejszy spokój i ciszę.
Jedziemy przez Przemyśl
z małym przystankiem w mieście i dalej zwiedzamy Zamek w
Krasiczynie.
Po drodze zahaczamy o wielki Hotel Arłamów z pięknym
widokiem z kawiarni.
Lekko pobłądziliśmy przez jakieś lasy i szutrowe
drogi-tak prowadzi czasem nawigacja z google maps.
Hotel Arłamów
Jadąc w kierunku Soliny mijamy w miejscowości Wańkowa
budynek z napisem Czar PGR-u. Mówię do kolegi zawracaj, coś będzie
ciekawego:)
Parkujemy, obchodzimy budynek, i spotykamy Pana
sprzedającego sery, bryndzę i różne zaprawy. Skosztowaliśmy różnych serów i
„scypków“ jak to pan powiedział bo nazwa oscypki tylko dla zarejestrowanych:)
Widać było, że Nikos- właściciel robi to z wielką
pasją. Serowar pochodzi z Grecji, ale jest ze Szczecina. Osiadł w
Bieszczadach po spędzonych tam wakacjach i przekazuje swoją wiedzę mieszkańcom
na temat serów. Oczywiście kupimy u niego także fetę wiosną.
Więcej info znajdziecie w googlach- Czar PGR-u.