sobota, 18 marca 2017

Wietnam part II- DA NANG-Chińczycy, kasyna,hotele

DA NANG-Chińczycy, kasyna,hotele


Do Da Nang dojechaliśmy ok 16.  Autokar Sinh Tourist zatrzymuje się po drugiej stronie rzeki, czyli wschodniej patrząc od plaży.
Hotel, który zarezerwowaliśmy był  niestety przy plaży, czyli mieliśmy do niego prawie 5km.
Wzięliśmy  więc taksówkę, która sporo nas kosztowała ze względu na odległość. Przejechaliśmy przez  „smoczy most“ i po tej stronie miasto jest całkiem inne. Tak jakby rzeka dzieliła miasto na dwie części-  pierwszą starą od strony lotniska, gdzie mamy dworzec i markety oraz drugą z jedną wielką budową hoteli z dostępem do plaży.




w taksówce


Kolejny raz trafiliśmy do dopiero co wybudowanego hotelu.
Nasz Grand Seaview był typowym wietnamskim hotelem, czyli budynkiem wąskim i wysokim. To był  nocleg tylko na 1 noc, ze względu na to, że przedłużyło się nam w Hue, a następnego dnia mieliśmy lot na wyspę Phu Quoc  właśnie z Da Nang .




Budynek był naprawdę nowy i dostaliśmy pokój na ostatnim 6 piętrze z małym widokiem „na morze“. Dlatego napisałem w cudzysłowie bo ten widok na morze za parę miesięcy może być widokiem na ścianę nowo powstałego hotelu tuż obok.

widok z 6 piętra w Grand Seaview

Trzeba napisać, że Da Nang jest miastem prężnie rozwijającym się. Wszędzie słychać odgłosy budowy przez 7dni w tygodniu. Przyjeżdżają tutaj na wakacje masy Chińczyków i Rosjan. Specjalnie dla nich otwierają się drogie hotele i kasyna. Za parę lat możemy nie poznać Da Nang.

Bulwar nadmorski już trochę przypomina zachodnie wysokorozwinięte miasta z dostępem do morza. Oczywiście nie brakuje drogich restauracji, kawiarni starbucks itp. Przy plaży przez 9km ciągnie się deptak z palmami i trawnikiem, który jest pieczołowicie pielęgnowany przez wietnamskie kobiety w stożkowych kapeluszach.



Po zameldowaniu w hotelu udaliśmy się coś przekąsić. Jak zawsze mały głód zniwelowało szybkie banh my na straganie tuż obok naszego hotelu. Następnie przeszliśmy się deptakiem przy plaży, a potem odbiliśmy trochę w kierunku centrum. Szkoda, że pogoda się popsuła i musieliśmy założyć peleryny. Niebo zasnute chmurami niestety nie zwiastowało poprawy. W innym przypadku już byśmy mknęli skuterem w kierunku Marble Mountains lub półwyspu Son Tra, z którego spogląda na morze i miasto Da Nang 67metrowa biała Lady Budda. Posąg jest widoczny z plaży w Da Nang. Jej biały blask podobno oświeca drogę marynarzom.

można dostrzec z odległości ok 15km Lady Budde

Trochę żałujemy, że pogoda zrobiła figla bo te 2-3h czy drugie tyle przed wylotem rano następnego dnia wystarczyłyby w zupełności na zwiedzenie półwyspu, czy choćby marmurowych gór.



Plusem tego, że do miasta smoka trafiliśmy w weekend było to, że właśnie owy smok na moście  Cau Rong tylko w soboty i niedziele wieczorem zionie ogniem, a następnie tryska wodą.



Tak więc po 20-stej ruszyliśmy taksówką w stronę mostu. Kierowca taksówki chciał nas wysadzić przed mostem, ale my uparcie chcieliśmy żeby przejechał na drugą stronę. Zresztą tam mieliśmy zapisane też knajpki na kolację. A czy już mówiłem, że jedzenie w podróży jest ważne? J


Zaczynał znowu siąpić deszcz, a spektakl miał się zacząć o 21 więc przeszliśmy pieszo mostem w kierunku głowy smoka.
Na 30min przed, ludzi zbierało się dość dużo na moście i pod nim.
Ogólnie w takim miejscu wtedy też znajdziecie panów z lodami na wózku wołającymi „kem“ ,z watą cukrową czy słynną rurką z kokosem z Hanoi Bo Bia. Po prostu mały festyn w niedzielę.

ozdoby jeszcze przed walentynkami

Nastała godzina 21. Wszystkie smartfony, Ipady i aparaty zaczęły robić zdjęcia. Wydawać by się mogło, że gdyby tylko się dało to ludzie by weszli na smoka w celu zrobienia jedynego w swoim rodzaju selfie.


Jak dobrze, że gdy skończyło się „paliwo“ przeszliśmy pod mostem w kierunku garkuchni, które rozstawiły się wzdłuż rzeki.
W tym właśnie momencie smok musiał ostudzić i siebie i zapał ludzi, więc zaczął tryskać wodą tworząc wielką fontannę. W jednej chwili wszyscy zaczęli uciekać:) Może gdyby było lato i 40-sto stopniowy upał to byłoby to przyjemne.




tak to wygląda-jakość na blogu....

My po raz kolejny spróbowaliśmy czegoś nowego. Wybraliśmy dwie garkuchnie, gdzie młode panie robiły grillowane naleśniko-tortille posmarowane kokosowym tłuszczem z mielonym mięsem, dymką, jajkiem przepiórczym, chilli i majonezem, a wszystko to  na ryżowym placku. Niby nic, ale tak nam to zasmakowało, że po pierwszym placku wzięliśmy kolejne 2 u drugiej pani, a te smakowały inaczej niż u poprzedniczki. To tak jak z sałatką jarzynową – każdy robi z tych samych produktów, a wszędzie smakuje inaczej ;) 


Jedyne 10tys vnd czyli 0,5$ za tortille

Wietnamska młodzież prosiła o dzielenie placków na pół lub na 4 przez co trochę musieliśmy się naczekać, ale pani bardzo sprawnie dzieliła je nożyczkami. Ten sposób „krojenia“ jest obecny na każdym rogu w Wietnamie, zarówno w garkuchni jak i restauracji. Wracając wzięliśmy jeszcze jeden placek u pierwszej pani i po małej Bo Bia u pana na rowerze.



Idąc promenadą wzdłuż rzeki jest mnóstwo knajp, a także duży food court na statku, który przycumowany jest na stałe.

Wbijajcie śmiało na yacht:)


Po 22 wszyscy w mgnieniu oka się rozeszli, więc i my ruszyliśmy w stronę hotelu. To był naprawdę fajny wieczór.
W Da Nang jest także park rozrywki z chyba największym diabelskim młynem. Wejściówka nie kosztuje dużo bo 7$ na cały dzień i można korzystać do woli. Nam niestety brakło czasu i pogoda uniemożliwiła takie atrakcje. Next time :)
Poranne śniadanie było bardzo marne, a wylot na Phu Quoc mieliśmy dopiero o 11.

 Da Nang nocą

Cau Rong po drugiej stronie

Tzn lecieliśmy do Sajgonu z przesiadką i dalej na wyspę obok Kambodży. 
 Lot z Da Nang Vietnam Airlines odbył się bez problemowo. Mieliśmy spokojne 2h na odprawę i przesiadkę.
Przelot na Phu Quoc był tańszy JetStarem płacąc nawet za jeden bagaż. 
Niestety okazało się, że lot był opóźniony o 1,5h, a w rezultacie o 2,5h. 
Może to dlatego, że taniej, a może po prostu przypadek, kto wie? Zamiast dolecieć na wyspę po 16 i zobaczyć jeszcze zachód słońca, to z Sajgonu wylecieliśmy dopiero ok 17, gdzie przez ostatnią godzinę nie było żadnej informacji o boardingu, a przelot zapewnił w końcu Vuelling! Jedynym plusem było czekanie na odlot w cichym saloniku business dla priority pass. Oczywiście przy smacznym posiłku i zimnym piwku ;)
c.d.n
Cały album z Da Nang , a także inne dostępne tutaj

9 komentarzy:

  1. Coś wspaniałego Gratuluję wykonania :-) To idealnie trafia w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super opis :) Te jedzonko bardzo tanio wam wyszło i pewnie było smaczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wietnam to bardzo niedoceniany kraj, a posiada wiele pięknych miejsc ! :]

    OdpowiedzUsuń
  4. Wejściówka w fajnej cenie :) Mieliście super przygodę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Smok ziejący ogniem a później tryskający wodą to świetna atrakcja :) Wasze podróże są inspirujące.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nocne zdjęcia są przepiękne! Ogólnie wszystkie świetnie obrazują Twoją podróż. Aż mam smaka na taką tortillę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy blog. Super zdjęcia. Na pewno będę go częściej odwiedzała. :)

    OdpowiedzUsuń