wtorek, 25 czerwca 2013

Seszele-Mahe i stolica Victoria


MAHE  i stolica Seszeli Victoria

 

 

 



Największą wyspę archipelagów i stolicę Seszeli zostawiliśmy na sam koniec podróży. Mimo, że lądowaliśmy na Mahe szybko uciekliśmy na najmniejszą podczas naszej wyprawy La Digue.
To tutaj mieszka najwięcej ludzi, a Victoria-stolica jest podobno najmniejszą stolicą na świecie. Na Mahe łatwiej znaleźć pracę, chociaż coraz więcej Seszelczyków ucieka na Praslin w poszukiwaniu spokoju. Najbardziej różnorodna z wszystkich wysp. Pod względem klimatu, plaż i ludzi.

Po 15 minutowym locie, lądujemy kolejny raz na Mahe. Właścicielka apartamentu, Doris zgodziła się po nas podjechać bez dodatkowych kosztów. Podczas całej podróży jakoś tak się udało, że nigdzie nie płaciliśmy za transport z i na lotnisko. Na ostatniej wyspie mamy 4 noclegi,ale 5 pełnych dni, gdyż wylot jest późno o północy, a właściciele apartamentu zgodzili się bez problemu na late check-out.
Apartament Mick’a i Doris mieści się przy Beau Vallon, ale dość wysoko na wzgórzu. Dla nas nie było problemu, gdyż Doris kazała dzwonić jeśli będziemy wracać do domu i zjedzie samochodem po nas.           Z apartamentu schodziło się pod przystanek nie całe 10 minut. Z wyjściem byłoby gorzej gdyż jest bardzo stromo ,ale jak pisałem dla Doris nie było problemu, a tym bardziej dla nas gdyż widok wieczorami wynagradzał wszystko. Codziennie piękny zachód słońca i różne kolory na niebie. W ciągu 30 minut niebo było pomarańczowe, czerwone, różowe i to wszystko w każdym możliwym odcieniu powyższych kolorów.





Zachód słońca nad Beau Vallon


Doris jest księgową ,a Mick pracuje w banku. Wybudowali apartament niecały rok temu i już w lipcu będą się rozbudowywać. Widok jest niesamowity. Dodam, że możemy podziwiać całe Beau Vallon z basenu ogrodowego:)


Hotel Le Meridien na końcu plaży
 

Beau Vallon jest uznawane oprócz stolicy za centrum wyspy. Długa plaża, pełno hoteli, centra nurkowe i sporty wodne. Co środę przy plaży jest targ z jedzeniem. Możemy zjeść nawet kiełbaskę z grilla czy kukurydzę. Robią nawet naleśniki z nutellą. 

Na nas niestety plaża ani zatoka nie wywarły większego wrażenia, a codziennie dokładnie nad tym miejscem na wyspie padało! Pewnie ze względu na góry, które zatrzymują chmury. My i tak zawsze rano ruszaliśmy w kierunku dworca w Victorii, aby się przesiąść na autobus w innym kierunku wyspy.

Pierwszego dnia przeszliśmy całe Beau vallon tam i  z powrotem, aż do hotelu Hilton gdzie złapała nas mega ulewa. Jakaś dobra kobieta zatrzymała się i podrzuciła nas na kryty przystanek przy plaży. Dobrze, że mieliśmy ze sobą wodoodporny worek. Od tego momentu braliśmy go ze sobą wszędzie na wyspie. Może i był nieporęczny , ale na pewno się przydał.





 Dworzec autobusowy w Victorii


Victoria jest dość małym miastem, które można spokojnie zwiedzić pieszo. Jak już wspomniałem, aby pojechać w inna stronę na wyspie, zawsze trzeba się przesiąść na dworcu w mieście. Pisałem także o szalonych kierowcach autobusów. Tutaj tak naprawdę możemy doświadczyć prawdziwej szalonej jazdy niczym na rollercoasterze. Liczne wzniesienia i ostre zakręty w górach na wyspie zapewniają darmową rozrywkę.

Wysiadając na dworcu warto zaopatrzyć się w budce kierowców lub w biurze obok o rozkład jazdy z mapą. Pierwsze zaznajomienie z nim będzie czarną magią ,ale później łatwo jest się przesiadać i podróżować po całej wyspie. Uwaga bo w niedzielę biura sa pozamykane, nam się tak trafiło.
 Naprzeciwko dworca mamy lokalny fast food Butchers Grill. Nie w galerii handlowej tylko w kierunku miasta. Mają dobre ceny i ogromne kolejki:) Zdarzyło się  ,że czekaliśmy ,aż w ogóle coś zamówimy 45minut! Nie wiem jak to wytrzymałem ,ale musieliśmy być naprawdę głodni:) Stołuje się tutaj wielu lokalnych ,a szczególności młodzież. Zestawy jak w Mcdonaldzie, czyli standard – burger, frytki , napój kupimy już za 60rupii. Nikt nam nie karze jeść fast foodów ,bo mają także coś ala take away i taniej. Za 35-50rupii zjemy ryż z wołowiną lub noodle czy kurczaka w sosie słodko-kwaśnym. Bardzo pożywne i do najedzenia. Polecam lokal, przy okazji każdej przesiadki na dworcu można coś przekąsić.

 MARKET


 wszystkie rodzaje bananów od czerwonych po zielone i najmniejsze żółte


Co sobotę na Market Street jest targ. Codziennie także możemy kupić owoce, warzywa czy ryby. Jednego dnia był wysyp handlarzy jabłek i pomarańczy. Różne rodzaje ,kolory i wielkości.  Na tej samej ulicy jest fajna włoska lodziarnia-gałka 20rupii. Idąc do końca dotrzemy do Hinduskiej świątyni i przedostatniego przystanku przed dworcem. Telefon z kartą airtela doładujemy zdalnie w praktycznie każdym sklepie ze znaczkiem sieci. Minuta połączenia do polski to niecałe 7 rupii, smsy nie dochodziły. Sms na tel lokalny 4 rupie. Na ulicach możemy także zauważyć osoby rozkładające się ze stoliczkiem na środku chodnika świadczące usługi doładowywania kont telefonów.





Pani sprzedająca jabłka


Niedaleko marketu STC, w którym zresztą kupimy wszystko taniej niż gdziekolwiek indziej, naprzeciw Premier bulding, jest małe czerwone okienko kantorku. Tam dokładnie mieli najlepszy kurs jaki widziałem podczas całej wyprawy. Zawsze ponad 15 rupii za 1e. W innych miejscach zawsze poniżej 15, w granicach 14,92.

Parę razy czy to na dworcu czy na ulicy , widzieliśmy czarnoskóre dzieci z jasnymi-zielonymi oczami. Pewnie za sprawą jednego z białych z  rodziców. Spojrzenia mają boskie.





czekający cierpliwie na autobus


Kolejnego dnia wybraliśmy się nad Anse Takamaka, gdzie rośnie wiele drzew o tej samej nazwie. Głównym alkoholowym trunkiem na wyspie jest rum pod taką sama nazwą Takamaka.
Autobus jedzie ponad godzinkę. Rozglądamy się po drodze, mijamy Anse Aux Pins, Anse Royal. Wsiadają i wysiadają różni ludzie. To dzieci do szkoły, ktoś do pracy, jedna pani wraca z zakupami z stolicy. Nie ważne jak długo jedziemy i w którym kierunku. Bilet zawsze kosztuje 5 rupii czyli jakieś 1,3zł.

Wyjeżdżając rano nad Beau vallon zbierały się chmury, a na Takamace słonecznie. Wiele rodzin z dziećmi i lokalnych. Niedziela więc piknik nad oceanem. Na lewym skraju plaży jest restauracja i remontowany hotel na klifie. Korzystając z okazji remontu, lokalni chłopcy biegają przez hotel, żeby poskakać ze skał. A ja za nimi z aparatem:)  Popołudniu zbierały się chmury, a w te rejony autobusy nie jeżdżą często. Do domu wracamy drogą okrężną z Victori przez Glacis i najbardziej wysunięty na północ punkt wyspy. Zamiast 15 min normalnym autobusem do Bel Ombre, jedziemy 50. Na północy jest parę małych plaż, ale nie warto było wysiadać. Nawet mało sklepów mijaliśmy po drodze i jedną szkołę. 





Anse Takamaka




Czekając na fale i skok


Trzeciego dnia znowu padało, ale przecież nie będziemy siedzieć w apartamencie. Co tam 5 rupii, jedziemy na południowy-wschód wyspy tym razem. Grand Anse całkowicie pusta i zalana mgłą. Żeby wrócić musimy przejechać autobusem jeden przystanek i przesiąść się na inną linie w kierunku zatoki Baie Lazare.
Zatoka i jej jedna z lepszych plaż Anse Gaulletas jest piękna. Ładny lazur wody i wielkie kamienie na uboczy. Była także huśtawka na załamanej palmie. Musimy tu wrócić w pogodny dzień.





 Puste Grand Anse





Na Anse Intendance jedzie zaledwie kilka autobusów dziennie, w tym z samego rana. Musimy dotrzeć na tą ciekawą plażę przy 5* ośrodku Banyan Tree gdzie doba kosztuje ok. 1500euro!
Tym razem po drodze wysiadamy na Anse Royale na chwilę. Plaża polecana przez wielu ludzi do snurkowania, ale jest duży odpływ. Nie przeszkadza to panu, który nagle wychodzi z wody z maską i płetwami , w ręce trzymając ośmiornicę. Pojawiła się przy brzegu także płaszczka. Droga ryba i stąd paru lokalnych próbujących ją złapać co im się nie udaje.

 Anse Intendance





Czekamy na autobus w kierunku Intendance ,który spóźnia się 20 minut ale w końcu nadjeżdża. Zatrzymuje się przy bramie Hotelu Banyan i mijając ją, idziemy w dół na plażę ok. 5min.
Rozległa plaża i bardzo wietrzna. Super fale. Pełno pustych hotelowych leżaków. Niektóre apartamenty są usytuowane na skraju skarp ,każdy ma basen i jacuzzi do dyspozycji. Tą plaże chmury jakoś dziwnym trafem omijają. Odjeżdżają tylko 3 autobusy i trzeba spędzić prawie cały dzień do 15 na plaży. Chyba ,że ktoś ma siłę podejść na samą górę, na skrzyżowanie przy Quatre Bornes, gdzie przejeżdża więcej autobusów m in. W kierunku Baie Lazare. Ruszamy pieszo, ale tak naprawdę podpatrzyłem, że jakaś para też się zbiera z plaży i mają samochód. Zaczepiam ich czy by nas nie podrzucili na górę. Udało się. Oj na pieszo byłoby pod górę jakąś godzinę :) Musimy poczekać jeszcze na przystanku 30 minut już na autobus w kierunku w kierunku Baie Lazare. Chcemy jeszcze raz zobaczyć Anse Gaulletas tym razem w słoneczny dzień. Pstrykamy fotki, wspinamy się na skały. W oddali odjeżdża autobus w kierunku Victorii. Nogi za pas, sprint między palmami, dobiegam i macham kierowcy ,żeby się zatrzymał. Kolejny raz po 5 rupii od łebka dzisiaj.

Anse Gaulletas


Wieczorem rybacy sprzedają ryby na Beau Vallon. Wielu lokalsów zapuszcza włosy na dredy i nosi je w takich rastamańskich czapach. Wypatrzyłem przy plaży ojca z małym synkiem, obydwoje ubrani na luzie w stylu rasta. Muszę zrobić małemu foto. Za zgodą udaje się, wyszło pięknie, a mnie widać odbijającego się w oczach małego.

mały rastaman


Ostatniego dnia chcemy wykorzystać pogodę maxymalnie, która też nie rozpieszczała nas na Mahe. Chcemy jeszcze odwiedzić plantację herbaty w drodze przez Sans Souci. Nie wiele autobusów jedzie tędy w kierunku Port Glaud. Jazda tą trasą to kolejne wyzwanie dla pasażerów autobusu. Trzeba przejechać koło największego szczytu wyspy i Seszeli Morne Seychellois 905m .n.p.m.
Na miejscu przewodnik oprowadza po fabryce za symboliczną opłatą. Pokazuje tylko proces produkcji i zwiedzanie trwa może 15minut. Obok fabryki są małe plantacje herbaty, ale na pewno nie mogą się równać z tymi na Sri Lance. Zresztą z tego kraju są wszystkie maszyny w fabryce. Jedynie widok z góry na dużą część wyspy jest atutem. W fabrycznym sklepie herbata drożej niż w mieście. Na uwagę zasługuje aromat z trawy cytrynowej-w markecie w stolicy chwilowy brak. Restauracja przy fabryce akurat była nieczynna ,a autobus miał być za prawie 2 godziny. Nie było w zasadzie nic oprócz fabryki. Pozostało złapanie stopa. Grupka ludzi z RPA przejeżdżała zaglądnąć do fabryki i wzięli nas do stolicy.

Widok z plantacji


Ostatni zachód słońca i trzeba wracać. Jedyny transport na lotnisko za jaki zapłaciliśmy to był ten ostatniego dnia. Późnym wieczorem Mick zawozi nas za 30euro.

Część odlotów na lotnisku jest klimatyzowana i posiada wifi. Na piętrze ostatni take away jaki znajdziemy na wyspie.


ostatni zachód słońca




Krótko podsumowując 3 wyspy to mała La Digue jest urokliwa w sowim rodzaju, na Praslin warto choćby zajrzeć na 2 dni. Natomiast największa Mahe, jest najbardziej zróżnicowana. Mamy tutaj centrum w stolicy i spokojne wiejskie życie na południu wyspy. Różnorakie plaże i góry do treckingu z niesamowitymi widokami. Zdecydowanie łatwiej się przemieszczać autem ,ale autobusy mają swój urok. Nie raz jechaliśmy z tymi samymi osobami spowrotem co rano w innym kierunku.

TUTAJ Cała galeria z wyprawy. Ponad 200 zdjęć wybranych


A wkrótce koszty i fakty z życia wzięte na Seszelach

1 komentarz:

  1. Oglądając Twoje zdjęcia aż mi się zachciało wrócić na te rajskie plaże :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń